Wywiady

ANNA LEWANDOWSKA DEBIUTUJE W ŚWIĄTECZNEJ KAMPANII APART

Wielokrotna medalistka Mistrzostw Świata i Europy w karate tradycyjnym, trenerka i najpopularniejsza polska influencerka i bizneswoman. Od lat propaguje zdrowy styl życia i odżywiania. Nam opowiada o swojej drodze do sukcesu, wartościach, które są dla niej najważniejsze, córeczkach i marzeniach, które się spełniają.
Właśnie zostałaś ambasadorką marki Apart. Jakie to uczucie być częścią tak prestiżowej kampanii?

Dostaję wiele propozycji współpracy od firm. Jakiś czas temu rozmawiałam z przyjaciółmi i zapytali mnie, z jaką marką najbardziej chciałabym współpracować. Od razu pomyślałam wtedy o Apart. Zawsze był dla mnie bardzo prestiżową marką. Firmą z tradycjami i wartościami. Do tego wspaniałe ambasadorki. Na Anję Rubik zawsze patrzyłam z wielkim podziwem. Jest dla mnie ikoną, która osiągnęła wielki sukces. I pojawiły się rozmowy, potem propozycja i tak zostałam ambasadorką Apart. To dla mnie wielkie wyróżnienie. W tej kampanii jesteśmy we trzy, każda w innym momencie życia. To chyba największa produkcja reklamowa tego roku. Bardzo się cieszę, bo biżuteria Apart od lat była obecna w moim życiu.W jaki sposób?

Począwszy od prezentów, które dostawałam, po nasze ślubne obrączki.

Jak to?

Kiedy kupowaliśmy z Robertem obrączki, najbardziej spodobały się nam te najprostsze, klasyczne i okazało się, że są cenowo przystępne. Mój pierścionek zaręczynowy od Roberta też jest z Apart. Sama widzisz, że byliśmy sobie z Apart przeznaczeni (śmiech), zawsze tam szukaliśmy najważniejszej biżuterii. Zresztą na chrzciny Klary też tam kupiliśmy różaniec, a od babci nasza córeczka dostała srebrną łyżeczkę. No i moja mama, gdy Klarusia była jeszcze malutka, kupiła jej pierwsze kolczyki z Apart, małe złote gwiazdki. Jeszcze czekają, bo Klara nie ma na razie przekłutych uszu.

Z chrzcinami Waszej drugiej córeczki Laury będzie podobnie?

Z chrzcinami nadal czekamy. Ze względu na koronawirusa nie można było podróżować, mnie nie było w Polsce pół roku. Ale teraz pojawiło się więcej dzieci, bo Milena, siostra Roberta, urodziła, więc pewnie zrobimy wspólne chrzciny Laurki z Matyldą. Dla nas to jest bardzo ważne.

 

Masz jakieś elementy biżuterii, które łączą się z wyjątkowymi wspomnieniami, może są od dawna w rodzinie?

Tak, u nas w domu przykłada się dużą wagę do takich pamiątek. Mam całe pudełeczko z biżuterią po babciach, prababciach. Gdy byłam mała, to cały czas czekałam, kiedy urosnę, żeby móc ją nosić, włożyć w końcu te pierścionki na palce. I ja też już się łapię na tym, że odkładam biżuterię dla swoich dziewczynek.

A Ty sama na co dzień nosisz biżuterię?

Kiedyś rzadko nosiłam cokolwiek. Zresztą jak jest się czynnym sportowcem, to biżuteria przeszkadza. Ale to się zmieniło, odkąd zostałam mamą. Najpierw, po urodzeniu Klary, odkryłam w sobie taką bardziej kobiecą stronę, zaczęłam bawić się modą i, naturalnie, również biżuterią. No a teraz, kiedy jestem ambasadorką Apart, to już mam tak duży wybór, że oczywiście będę z tego korzystać z wielką przyjemnością. Niedawno nawet spięłam ze sobą dwie bransolety Apart i powstał z tego tak niesamowity łańcuch na szyję, że kiedy wrzuciłam zdjęcie na Instagram, to dostałam setki zapytań, skąd go mam.Porozmawiajmy o kampanii. Towarzyszą Ci w niej dwie równie wspaniale kobiety. Taka reprezentacja 20-, 30- i 40-latek.

Ja się czuję bardzo młodo! Chociaż z drugiej strony oczywiście zdaję sobie sprawę, że jestem już w średnim wieku (śmiech). Widzę, że wśród moich odbiorczyń jest coraz więcej mam. Dojrzałość dodaje nam jeszcze więcej kobiecości.

Co byś dziś z perspektywy czasu powiedziała sobie, 20- letniej Ani?

Żeby łapała duży dystans do tego, co się dzieje. Kiedyś strasznie się wszystkim przejmowałam, wszystko brałam do siebie, nawet rzeczy, na które zupełnie nie miałam wpływu. Jako 20-latka nie miałam też jeszcze takich prawdziwych życiowych priorytetów. Dziś wiem, że najważniejsze są rodzina i zdrowie. I umiem już wyhamować. Oczywiście nadal mam napięty grafik i bardzo dużo pracuję, ale już nie tak jak kiedyś, do upadłego. To bardzo ważne, żeby umieć się zatrzymać. Powiedzieć sobie: weź oddech, wyluzuj, wróć wcześniej do domu, spędź czas z najbliższymi, odłóż pracę na bok. I ostatnia rada, jakiej bym sobie udzieliła, to żeby nie być taką Zosią Samosią, żeby dać sobie pomóc. Przez to, że z każdej strony słyszałam, że wszystko, co mam, dostałam na tacy, że o nic nie musiałam walczyć ani na nic zapracować, koniecznie chciałam udowodnić, że sama sobie ze wszystkim poradzę. A dziś już wiem, że niczego nie muszę nikomu udowadniać. I jeśli zatrudnię nianię do dzieci, to świat się nie zawali. Wcześniej, przez ponad trzy lata, nie miałam nikogo do pomocy. Wszędzie zabierałam Klarę ze sobą, obładowana torbami, umęczona, biegałam na spotkania, na sesje zdjęciowe, do biura. Chciałam pokazać, jak świetnie sobie radzę jako mama i bizneswoman, że wszystko sama potrafię ogarnąć. I w końcu zrozumiałam, że robię krzywdę nie tylko sobie, ale i swoim dzieciom, które powinny mieć spokój i opiekę, kiedy ja pracuję.

Ale też bardzo dużo osiągnęłaś przez te 10 lat. Robert też podkreśla, że nie byłby w tym miejscu, gdzie jest teraz, gdyby nie Ty.

Myślę, że to jest synergia. Razem się wspieramy, osobno pewnie bylibyśmy w innych miejscach. Na pewno nie w takich wersjach, jak jesteśmy dziś. Ale jeśli chodzi o Roberta, to akurat on sam wszystko osiągnął swoją ciężką pracą, dyscypliną i profesjonalizmem. Ja mogłam mu tylko pomóc.

No i tak mu zorganizować życie i dom, żeby mógł się skupić tylko na piłce. Sam mówił w jednym z wywiadów, że miał przecież moment, kiedy gorzej mu szło na boisku, nie strzelał bramek, bo Ty miałaś problemy ze zdrowiem.

Rzeczywiście, spokój w życiu prywatnym dla piłkarza jest najważniejszy. Ale u nas to wsparcie działa w obie strony. Kiedy się pojawiają jakieś problemy, ciężkie sytuacje w rodzinie lub w pracy, mówimy sobie: „Jesteśmy razem, przetrwamy to”, i to jest to, co się najbardziej liczy. Tego nikt nam już nie zabierze – mamy siebie, swoją rodzinę. Mamy dwie cudowne córeczki i chcemy mieć jeszcze więcej dzieci.

Apart to firma rodzinna, podkreśla w swojej filozofii takie wartości jak rodzina, miłość, tradycja. Tu chyba macie wiele wspólnego.

Zdecydowanie tak. To widać. Myślę, że dlatego tak dużą wagę marka przykłada do wyboru ambasadora. To zrobiło na mnie wielkie wrażenie. Niesamowite jest podejście firmy, po raz pierwszy się z czymś takim spotykam w swojej karierze. Na planie stworzono mi idealne warunki, Laurka miała wtedy kilka tygodni, dostosowano się do moich pór karmienia. Cały czas czułam się tam otoczona wyjątkową opieką. Z drugiej strony to było dla mnie też wspaniałe wyzwanie. Niesamowita produkcja, imponująca scenografia, świetna koncepcja, przepiękna kolekcja biżuterii i jeszcze ta cudowna piosenka Zbigniewa Wodeckiego. Gdy pokazywałam swojej mamie ostateczną wersję filmu, była zachwycona i bardzo wzruszona. A do tego za obiektywem Marcin Tyszka. Miałam trochę tremy, bo jednak występowałam obok dwóch aktorek. Bardzo mi zależało, żeby wyszło idealnie.Jak Ci się pracowało z Małgosią Sochą i Julią Wieniawą?

Małgosię znałam wcześniej ze swoich obozów sportowych, ale podczas tej sesji kompletnie mnie urzekła swoim podejściem do pracy, profesjonalizmem, uśmiechem, uprzejmością dla wszystkich. Świetna dziewczyna. Pozytywna, bezproblemowa. Miałyśmy zdjęcia do 5 nad ranem, a ona z uśmiechem na twarzy do samego końca. No i do tego przepiękna kobieta. A Julia? Jestem pełna podziwu, że tak młoda dziewczyna tyle już osiągnęła. Bardzo ciężko pracuje. Kiedy robiliśmy zdjęcia, ona w tym czasie miała serial, treningi do „Tańca z gwiazdami” i jeszcze własną firmę kosmetyczną na głowie. Ciągle w biegu. Z drugiej strony pamiętam, że ja w tym wieku byłam dokładnie taka sama (śmiech).Święta Bożego Narodzenia to najbardziej ciepłe, rodzinne święta. Dla Ciebie też są wyjątkowe?

Ja słynę z tego, że kocham Boże Narodzenie. Zaczynam świętowanie dużo wcześniej. Co roku organizuję dla swoich przyjaciółek pieczenie pierników. Ta świąteczna kampania Apart wyjdzie w najpiękniejszym momencie roku. U mnie święta oczywiście są zawsze bardzo rodzinne. Teraz rodzina nam się powiększyła, więc będzie jeszcze więcej dzieci. Mój brat wziął ślub, więc będzie też rodzina jego żony. No i nie może zabraknąć naszej kochanej babci.

Przez kilka lat spędzaliście święta na Mazurach, w Waszym domu…

W tym roku to się nie uda, bo Robert jeszcze 23 grudnia gra mecz i ma tylko dwa dni wolnego, ale święta na pewno będą w Polsce.

Ten rok był bardzo trudny dla wszystkich, pełen nieoczekiwanych wyzwań. Jaki był dla Ciebie?

Lockdown spowodowany koronawirusem był z jednej strony momentem wielkiej obawy i strachu, a z drugiej wyjątkowym okresem w naszym wspólnym życiu z Robertem. Nigdy jeszcze nie byliśmy tyle razem w domu non stop. W pierwszym tygodniu musieliśmy się odnaleźć w nowej sytuacji, jak pewnie większość rodzin, ale byliśmy szczęśliwi, że dostaliśmy ten wspólny czas od losu. Tym bardziej że byłam wtedy w końcówce ciąży z Laurą, potem urodziłam, a Robert mógł być ze mną i dziewczynkami w domu.

Z tych szczęśliwych wydarzeń jeszcze musimy wspomnieć o wielkim sukcesie w karierze Roberta – jego wygranej w Lidze Mistrzów.

To było zawsze jego największe marzenie. I jego marzenie stało się też moim marzeniem. Bardzo chciałam tam być, razem z nim, ale ze względu na obostrzenia związane z pandemią nie mogłam. W końcu oglądałam finał Ligi Mistrzów u sąsiadów, bo dopiero co się przeprowadziliśmy i nie mieliśmy jeszcze wtedy telewizora. Ja zabiegana, zmęczona, z dwoma wózkami, bo zdążyłam jeszcze wykąpać dziewczynki i je uśpić w tych wózkach. Upał 30 stopni, ja cała płynę w tym biegu. Komedia (śmiech). A potem to już była tylko fala wzruszenia. Już na końcówce meczu zaczęłam strasznie płakać. Robert do mnie zadzwonił jeszcze z boiska, też płacząc ze szczęścia: „Mamy to! Mamy to, kochanie!”. Więc z jednej strony to był bardzo trudny rok, bardzo dziwny i zaskakujący, a z drugiej bardzo piękny. I to właśnie nauczyło mnie doceniać każdą chwilę i szukać we wszystkim pozytywów.

Poprzedni wpis Następny wpis

Mogą Ci się również spodobać